Lepiej kliknij, to wideo się już może więcej nie pokazać...
|
Martin na żywo w programie "Wieczór Odwykowy".
Wpadnij pooglądać o 20:00, czyli za: |
|
Martin na żywo w programie "Raport Martina".
Wpadnij posłuchać o 20:00, czyli za: |
Jak donoszą internetowe media (innych nie czytam), każdy kto ma dziurę w internetowej dupie, zaciemnił sobie stronę. Albo wyłączył sewer na godzinę. Albo napisał "Nie dla ACTA".
Każdy zaś kto tego nie zrobił, jest naturalnie za ACTA. A jeżeli jest za ACTA to jest to cwel oraz burok. I grupa Anonymous natychmiast dopisuje go do listy. Za to, że nie wyłączył serwera na godzinę na znak protestu, hackerzy zaatakują mu serwer. I przez godzinę nikt tam nie wejdzie.
Ci więc, którzy dobrze wyczuwają dzikie obsesje oszalałego tłumu... przepraszam: nastroje społeczne oburzonych obywateli, dołączają ochoczo do protestów.
Protestem na ogół jest wyświetlenie zdania: "Niebawem tak może wyglądać internet" na czystym, czarnym tle. I rzeczywiście, tak właśnie niejedna strona wygląda. Strona premiera, sejmu, paru samorządów, tego czy tamtego posła oraz wszystkich tych, których zaatakowała ACTA.
A nie, przepraszam. To nie ACTA, to grupa Anonymous powyłączała ludziom strony. W ramach walki z niesprawiedliwym wyłączaniem ludziom stron.
Tak więc podsumowując bieżące wydarzenia: aby nie dopuścić do oburzającego wyłączania ludziom stron przez ACTA, grupa Anonymous wyłącza ludziom strony. W sposób całkowicie nieoburzający, bo to przecież nie są ich strony. Gdyby wyłączyć moją stroną stronę, albo stronę, na którą ja wchodzę - to by było oburzające. Zaś wyłączanie strony kogoś innego, na której nigdy nie byłem, to jest słuszny protest w słusznej sprawie. Tak samo jak obicie komuś ryja za to, że być może ktoś z jego krewnych w niedalekiej przyszłości zrobi coś, co sprawi, że jego sąsiadka powie swojemu kochankowi, żeby nam obił ryj. Za nic! Bez powodu! To skandal!
I akcja ta spotyka się naturalnie z szerokim poparciem oszalałego tłumu, przepraszam: opinii publicznej.
Wiem, że ja też powinienem się dołączyć do tłumu. Wiem. Poznaję to po dźwiękach równego marszu dobiegającego zza okna. Poza tym wychowywałem się w czasach PRL-u, więc jestem przyzwyczajony do jedynie słusznej walki z reżimem, jednoczących społeczeństwo, które co prawda nie umie myśleć i nie czyta, ale za to dobrze rozumie jaka siła jest w byciu razem.
Tyle, że w moim odczuciu, milion ludzi, którzy jednocześnie pierdną, wzbudzi co prawda huragan. Ale jak sobie pomyślę o tym, jaki to będzie smród, to mi się nieco odechciewa.
Odechciewa mi się, jak czytam wykopany entuzjastycznie artykulik (na wykop.pl) o tytule "ACTA, czyli jak można legalnie załatwić konkurencje", w którym autor rozwlekle analizuje poszczególne punkty porozumienia (całkiej sensownie zresztą), po czym na koniec podaje scenariusz, jak ktoś będzie mógł zaszkodzić konkurencji za pomocą... łapówki wręczonej celnikowi!
Czytam jeszcze raz tytuł: "jak można legalnie załatwić konkurencję". Czytam tekst: "daje panu celnikowi w łapę tysiaka". I dochodzę do wniosku: faktycznie, ACTA jest szkodliwe i oburzające, i to skandal i zamach na wolność. Nie wiem tylko jak przebiegał w mojej głowie proces wnioskowania, bo umysł miałem zbyt zajęty oburzaniem się.
Wpadłem potem na Allegro. Patrzę, a tu w tytule "stop ACTA". No to już przesada, nawet jak na moje standardy. "Stop ACTA"? Tak pisze firma znana powszechnie z prewencyjnego zamykania kont, bez zbadania sprawy, bez rozpatrzenia, ot tak, na wszelki wypadek?
Cóż, firma ta jest najwyraźniej oburzona próbą wprowadzenia ustawy, która umożliwi prewencyjne interwencje bez zbadania sprawy, bez rozpatrzenia, ot tak, na wszelki wypadek. A właściwie, to niczego nie umożliwi, bo już od dawna takie prawo w Polsce jest. Więc, hej, kurwa mać, rany boskie, zatrzymajmy to, bo Bóg wie co się może zdarzyć. A skoro Bóg wie co się może zdarzyć, to na pewno się to zdarzy, więc olaboga, jasny piorun, chwdp, skandal.
Cóż, Allegro też ma dziurę w dupie. Nie chce być gorsze.
To kto jeszcze chętny do walki z ACTA? GIODO? PKP? Sanepid? Policja?
W filmie "Brazil" z 1995 roku była scena, gdzie na Boże Narodzenie maszerują w radosnym pochodzie ludzie z transperentem "Consumers For Christ". Dobry pomysł! Zróbmy więc w Polsce przemarsz pod tytułem: "celnicy przeciw ACTA". Czemu nie? I tak pewnie nikt nie zrozumie ironii.
W miarę jak kolejne znane z umiłowania wolności oraz dbałości o klienta i obywatela instytucje i firmy będą dołączać do ruchu WWW (Wielkiej Walki o Wolność), grupa znudzonych życiem gówniarzy-socjopatów... przepraszam: grupa Anoymous, będzie musiała usuwać z listy kolejne cele.
Należy się więc spodziewać w najbliższych tygodniach ataków na strony kiosków Ruchu (bo sprzedają gazety pełne własności intelektualnej), Ery (bo ponoć któryś krewny ma telefon w Erze) i wydawnictwa Vocatio (bo sprzedaje Biblię, w której przykazanie "nie kradnij" może złośliwie sugerować, że Bóg stoi po stronie ACTA, a przecież wiemy, że Bóg jest przeciwko).
I jak tu nie powiedzieć: "odi profanum vulgus et arceo"?
Z drugiej strony, jaki sens to mówić? I tak nikt nie zrozumie...
Baron
Martin Lechowicz
PS. A jeżeli lubisz ironiczne teksty, to zapraszam do zaprenumerowania "Ironizatora". To taki mały papierowy miesięczniczek, przeznaczony do czytania w WC. Jego główną zaletą jest to, że daje możliwość wyciągania ze skrzynki na listy czegoś innego niż reklamy oraz to, że jest zszysty doskonałej jakości zszywką z prawdziwej, polskiej stali.
| 55. | pawelooss (2012-01-28) |
|
Po kilkumiesięcznym przesłuchiwaniu wszystkich za i przeciw dochodzę w końcu do wniosku, że tzw. "własności intelektualnej" nie da się teoretycznie uargumentować (podobnie jak tzw. "paserstwa"), bo to tylko abstrakcja prawna, która bez przemocy państwa w ogóle by nie zaistniała i się nie utrzymała, ale nie oznacza to automatycznie, że nie można się pozastanawiać, czy praktyczniej dla wszystkich nie byłoby trochę tego czasem nie poochraniać. Jednak w tej sferze trzeba szczególnie uważać, by wyznaczyć ten kompromis wyjątkowo celnie, bo jednostronnymi przywilejami prawnymi jednych wkraczamy przecież w wolność całej reszty. Sama idea to dobro nierzadkie, natomiast rzadkie są czas i praca autora włożone w jej sformułowanie, dlatego jeśli już kogoś ścigać, to wyłącznie tych, którzy podszywając się pod niego (taki tok myślenia ma tę dodatkową zaletę, że można podciągnąć je pod penalizację plagiatów, czego chyba nikt nie krytykuje) publikują ORAZ zarabiają na jego twórczości. Na przykład radio zarabia na publikowaniu piosenek, więc można uznać słuszność opłacania tantiem przez kilka/naście lat (ale już nie przez wiek jak teraz! bez jaj, że ktoś napisze se np. popowego hita o niskiej wartości kulturalnej i odcina sobie od tego kupony nawet w grobie...). Ale dlaczego jakiś sklep miałby płacić za puszczanie klientom tego samego radia, które już raz zostało "otantiemowane", nie mam pojęcia... Tak samo jak ściganie internautów pobierających sobie na użytek własny piosenki, których by i tak nigdy nie kupili, więc nie można tu mówić o żadnych "potencjalnych stratach". Instytut Misesa w jednym z ostatnich artykułów chciał także poddać w wątpliwość wpływ patentów na innowacyjność, ale wyszło im to IMHO dość mętnie, bo znalazły się tam zarówno przykłady potwierdzające, jak i obalające tę hipotezę. tak, że nie dało się w sumie niczego udowodnić. Osobiście wyciągnąłem z niego ogólne przesłanie, że patenty mogą wywołać impuls innowacyjności, ale są bronią obosieczną, gdy się je wydłuża w nieskończoność, bo wtedy rosną koszty R&D, które muszą kupować kolejne "patenty od patentów". Ciekawym znalezionym kiedyś rozwiązaniem tego problemu, było deklarowanie początkowej wartości, którą wynalazca spodziewał się uzyskać jako zwrot z inwestycji. Musiałby za to później opłacać pewien procent od tej kwoty - początkowo symboliczny, a później (gdy inwestycja zaczęłaby się zwracać) rosnący w sposób geometryczny. W końcu patent to pewna usługa ochrony oferowana przez Republic of Poland Security, a za usługi się płaci. Oczywiście jeśli znalazłby się ktoś, kto zaoferowałby więcej niż tę zadeklarowaną wartość, powinien móc ten patent odkupić (wynalazca nie będzie poszkodowany, bo dostanie od razu więcej, niż sam zakładał). ___ Co do IP, to długo wahałem się w swoich stanowiskach od jednej ściany do drugiej skrajności, ale w końcu raczej zadecydowałem: nie będę dogmatykiem w żadnej sprawie, bo idea nie może wypaczać realnego życia. Jeśli widzę, że coś ewidentnie działa lub nie, a nie zgadza się to z wyteoretyzowaną linią idei, to trzeba ją w tej kwestii ochoczo olać. PS: Komu by się chciało to czytać? :P No ale może ktoś akurat dotąd nie ma sprecyzowanej opinii i w czymś mu tego typu wypociny pomogą. Pozdrawiam. ;) |
| 54. | pawelooss (2012-01-28) |
| 53. | pawelooss (2012-01-28) |
|
Sprawiedliwość - sprawiedliwość społeczna Krzesło - krzesło elektryczne ... Własność - własność intelektualna? ___ Skoro myśli/druk/płyty to tylko nośniki pewnej idei, to czy nucenie sobie w głowie nie powinno być penalizowane? Stąd przecież tylko krok od myślozbrodni! ;) |
| 52. | Grabix (2012-01-27) |
| Jak nie ma miejsca? Można całą Polskę przerobić na więzienie. Że sparafrazuję Tuska: "To nic nie zmieni" :P |
| 51. | dorota (2012-01-27) |
|
No to widocznie się zgadzamy ;) Ja oczywiście uważam, że twórca powinien mieć prawo ścigania w sądzie cywilnym zarówno osób, które ściągają jak i te, które udostępniają. Po prostu z przyczyn praktycznych ściganie udostępniającego jest lepsze (bo łatwiej ustalić kto udostępnił, więcej kasy można od niego wydusić, i tak dalej), niż ściganie wszystkich ściągających. I dobrze, że się zgadzamy, że nie ma miejsca w więzieniach na piratów komputerowych. ;) |
Gruchnęła w sieci informacja, że 26 stycznia 2012 Polska ma podpisać międzynarodowe porozumienie A.C.T.A.
I jak to często bywa w przypadkach, gdzie święte prawo internauty do oglądania serialu Dr Who za darmo jest zagrożone, wszyscy dostali natychmiastowej nerwicy. W całym polskim internecie można poczytać co się stanie, jak wejdzie ustawa:
Połowa Polaków pójdzie siedzieć (komentarz pod moją piosenką na YouTube)
Wszędzie zainstalują kamery (filmik promujący ruch anty-ACTA)
Nie będzie wolno organizować manifestacji (organizator manifestacji anty-ACTA w Lublinie)
Zamkną połowę stron internetowych (liczne komentarze na FaceBooku)
Jak to sobie czytam, to jest dla mnie zupełnie jasne, że A...
Gruchnęła w sieci informacja, że 26 stycznia 2012 Polska ma podpisać międzynarodowe porozumienie A.C.T.A.
I jak to często bywa w przypadkach, gdzie święte prawo internauty do oglądania serialu Dr Who za darmo jest zagrożone, wszyscy dostali natychmiastowej nerwicy. W całym polskim internecie można poczytać co się stanie, jak wejdzie ustawa:
- Połowa Polaków pójdzie siedzieć (komentarz pod moją piosenką na YouTube)
- Wszędzie zainstalują kamery (filmik promujący ruch anty-ACTA)
- Nie będzie wolno organizować manifestacji (organizator manifestacji anty-ACTA w Lublinie)
- Zamkną połowę stron internetowych (liczne komentarze na FaceBooku)
Jak to sobie czytam, to jest dla mnie zupełnie jasne, że A.C.T.A. odpowiada za wszystko. Poza kokluszem i trzęsieniem ziemi.
Równie jasne jest to, że - poza paroma chlubnymi wyjątkami - nikt z protestujących ustawy nie przeczytał. Dlaczego? Choćby dlaczego, że ustawa jest po angielsku, a ci co najgłośniej protestują ledwo umieją sklecić zdanie po polsku.
Podejrzewam, że większość nawet nie wie co oznacza skrót A.C.T.A.
Nie przeszkadza to wcale nikomu w zbiorowym okrzyku: "rany boskie, brońmy sieci!"
Jako, że przychodzą na ten blog ludzie z niższą niż przeciętna domieszką krwi leminga w ludzkich żyłach, spróbuję dla odmiany napisać coś treściwego o A.C.T.A.
Po pierwsze: przeczytałem ustawę.
Chwała mi za to. To czyni mnie jednym z tych nielicznych, którzy w ogóle wiedzą o czym mówią.
Po drugie: ustawa jest skandaliczna.
Tak, rzeczywiście, protesty są uzasadnione. Ale nie dlatego, że rany-boskie-co-to-będzie, tylko z paru konkretnych powodów. O których zaraz powiem.
Po trzecie: ustawa niczego nie zmienia.
A to dlatego, że polskie prawo jest tak do dupy, że właściwie wszystkie zalożenia A.C.T.A. spełnia już teraz. Czego dowodem jest niedawny nalot na Padbar w Lublinie (mówiłem o tym w KonteStacji tydzień temu), gdzie bez pozwu, bez procesu, bez wyroku i bez sensu polska milicja wpadła do lokalu i pozabierała konsole i płyty z grami. W imię obrony praw autorskich.
I to jest dokładnie to, co wprowadza A.C.T.A. - możliwość nalotów na Padbary.
Z czego wnoszę, że dotąd prawo w krajach Zachodu było cywilizowane: najpierw był proces, a potem kara. Teraz, dzięki A.C.T.A., wszystko ma się wyrównać w dół - do polskiego poziomu.
Podsumujmy: co jest złego w tym porozumieniu?
Przede wszystkim: prewencyjność. To się rzuca w oczy w każdym artykule: najpierw zabieramy towary, zamykamy stronę, wyłączamy serwery - a dopiero potem sprawdzamy czy był problem. Right holders są w tej ustawie stroną, która otrzymuje niesłychane przywileje ze strony państwa, w stosunku do reszty: czyli potencjalnych przestępców. Państwo, które dotąd miało grać rolę rozstrzygającego spory pomiędzy stronami, staje się niniejszym policją prewencyjną, występującą jako chroniący interesy właścicieli praw autorskich.
To obrzydliwe.
Obrzydliwie niesprawiedliwe.
Tutaj kolejna istotna uwaga. Obrońcy ustawy mówią, że ustawa ma chronić właścicieli praw autorskich. Przykładowo, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wydając opinię o A.C.T.A. napisało tak:
Podstawową korzyścią z przystąpienia do ACTA dla UE i jej państw członkowskich będzie zapewnienie skuteczniejszej ochrony unijnych, a więc także polskich właścicieli praw własności intelektualnej (zarówno twórców, artystów, wydawców, producentów oraz nadawców, jak i przedsiębiorców, których kapitałem są prawa własności przemysłowej) poza granicami Unii
Tak się składa, że jestem jednocześnie twórcą, artystą, wydawcą, producentem i nadawcą. I ja głośno protestuję przeciwko tej ustawie!
Nie widzę, że zwiększała ochronę moich interesów. Ona tylko czyni z Państwa jedną wielką policję prewencyjną, która będzie twierdzić, ze występuje w moim imieniu, a tak naprawdę odbierze mi moje prawo, jako właściciela, do decydowania jak postępować z moją własnością i tymi, którzy ją naruszają!
Ale to przecież nic nowego: ta sama filozofia prawa obowiązuje już od dawna, i to nie tylko w odniesieniu do własności niematrialnej. Do materialnej też. Przecież to państwo nakłada kary na złodzieja twojego samochodu, a nie ty. To państwo decyduje o karze i ją wymierza, a twoje zdanie nie ma żadnego znaczenia. Klasyczna sprawiedliwość nakazuje zrekompensować szkody pokrzywdzonemu - czyli temu, kogo okradziono. Państwo zaś, nie wiadomo dlaczego, zamiast skupić się na tej sprawiedliwości właśnie, skupia się na zamykaniu złodziei w więzieniach - tak jakby szukało zemsty, a nie obrony pokrzywdzonego. A przecież złodziej nie okradł Państwa, tylko właściciela samochodu.
Jeżeli w ten sposób na sprawę popatrzeć, to dojdziemy do wniosku, że nie mamy w Polsce Wymiaru Sprawiedliwości - mamy Wymiar Zemsty!
To samo założenie przyjęto właśnie w A.C.T.A. - państwo ma być ścigaczem praw autorskich i regulować te sprawy z własnej inicjatywy. A nie, jak powinno, zostawić to stronom do rozwiązywania pomiędzy sobą w sądach.
W ten sposób right holders dostają możliwość dysponowania przemocą, na którą państwo ma monopol. I to w zakresie szokująco dużym, bo według A.C.T.A. (wiem, bo czytałem), państwo może występować przeciwko podejrzanym o łamanie praw autorskich, a nie jedynie przeciwko winnym.
To oznacza w skrócie tyle: najpierw ci zabierzemy komputer, płyty, towar, firmę - a potem będziemy się sądzić.
Ale, jak mówię, taki stan rzeczy jest już w Polsce od dawna.
A nawet jest gorzej. Przykładowo, A.C.T.A. nakłada obowiązek wypłacania odszkodowań za niesłuszne zastosowanie prewencji. Odszkodowanie ma płacić oskarżająca strona. Tak więc w tym akurat wypadku A.C.T.A. może poprawić sytuację w Polsce, a nie pogorszyć, bo jak dotąd praktyka odszkodowań za niesłuszne naloty policji nie wygląda aż tak dobrze, jak to nakazuje A.C.T.A.
Z innych, paskudnych rzeczy, porozumienie wprowadza kontrolę przepływu towarów na granicach. Sprawdzanie czy coś przypadkiej nie narusza prawa intelektualnego. Ale polska kontrola celna, z tego co wiem, i tak to robi, więc znowu: nic się nie zmieni. I tu też mamy tą samą zasadę prewencyjności: państwo zatrzymuje podejrzane towary, a dopiero potem bada sprawę.
A.C.T.A. zachęca też poszczególne kraje do zbierania statystycznych informacji mogących przeciwdziałać piractwu. Statystycznych oraz innych. Uwielbiam mętnie napisane ustawy, które każdy sobie może zinterpretować jak chce.
Ale tak czy inaczej: to znowu niczego nie zmieni. Państwo polskie zbiera już tyle informacji, ile może (najwięcej w Europie kontroli billingów i połączeń internetowych!). Więcej nie może nie dlatego, że ktoś mu zabrania, tylko dlatego, że jest tak żałośnie niekompetentne. A nawet jakby nie było, to i tak są granice możliwości kontroli i zbierania informacji. Nawet doba urzędnika ma tylko 24 godziny.
Nie znalazłem natomiast w ustawie punktu, który by nakładał obowiązek prewencyjnej kontroli na dostawców internetu. Zresztą już teraz mają oni obowiązek współpracy z organami państwa więc - powtarzam po raz kolejny - niczego by to nie zmieniło.
Nie widziałem też nic, coby sugerowało cenzurowanie treści - ustawa koncentruje się jedynie na prawach autorskich i na ich ochronie. Prewencyjnej, a więc przesadnej, szkodliwej i niesprawiedliwej. Ale jednak nie robi z Państwa cenzora - wbrew obiegowej opinii paranoicznych analfabetów z Facebooka. Robi z niego za to psa gończego, tresowanego do wywęchiwania podejrzanych o naruszanie praw autorskich. Psa, który w każdym z nas ma obowiązek widzieć potencjalnego winnego.
Hm. Więc co w tym nowego?
Żyjemy od lat w zamordystycznym kraju, zbudowanym na złych zasadach. Nie czujemy tego tak bardzo, jak powinniśmy, tylko dlatego, że prawo w Polsce jest kpiną. Gdyby go ściśle przestrzegać i skutecznie egzekwować to wśród czytających ten tekst nie byłoby osoby, która by nie dostała wysokiej grzywny za kilka paragrafów z Kodeksu Wykroczeń. A połowę z nas należałoby zamknąć.
Więc super by było, jakbyście, ludzie, zamiast reagować panicznie pod wpływem dramatycznego filmiku na YouTube, zapoznali się trochę z rzeczywistością. Zorientujecie się wtedy, że A.C.T.A. to my już w Polsce mamy od dawna. Byście słuchali radia KonteStacja, to byście takie rzeczy wiedzieli.
Ja i tak wiem, że po prostu się boicie, że wam się urwie koryto z darmowymi filmami. Że się skończy darmowe oglądanie filmów, których produkcja kosztowała sto milionów dolarów. Że trzeba będzie za to - toż to skandal! - płacić.
To przykre, ale w czasach pokoju (bo jak jest wojna to faktycznie jest inaczej) Polacy w swojej masie mają mentalność złodzieja. Szukają tylko jak by tu mieć za darmo, a nic nie dawać w zamian. A do tego są mistrzami w wynajdywaniu ważnych argumentów i wzniosłych idałów, które mają im umożliwić bycie zwykłym, leniwym pasożytem.
I teraz się to właśnie objawiło.
Ustawę owszem, należy tępić, bo jest zła. I nie ma tu wątpliwości. I mówię to jako ten, kogo teoretycznie ta ustawa ma chronić. Ale jak myślę o motywacjach większości protestujących, to bać się zaczynam, że może ludzie z takim podejściem zasługują na wszystko co ich spotyka.
Jeżeli więc przypadkiem uważasz, że Internet dlatego jest tak fantastyczny, bo można w nim mieć za darmo coś, na co ktoś wydał miliony, to uświadom sobie, że masz mentalność złodzieja. Zwykłej szumowiny, leniwego pasożyta, który korzysta z pracy innych nie dając nic w zamian. I nawet nie czuje się przy tym głupio i nawet nie drgnie w nim poczucie przyzwoitości. Bo głęboko wierzy, że mu się to przecież należy.
No złodziej i tyle.
Sorry. Nic ci się nie należy. Jak ktoś ci chce dać coś swojego za darmo - to ok. Podziękuj i bądź wdzięczny. Jak ktoś sprzedaje efekty swojej pracy - to zapłać i ciesz się. Albo odejdź i zostaw.
Uczciwy człowiek ma tylko taki wybór.
A złodziej, owszem, ma dużo więcej możliwości! Może na przykład poszukać uzasadnienia, dlaczego powinien sobie móc brać i nie płacić. Bo wolność, bo godność, bo Polska. Bo jego stać, bo inni mają, bo to Masoni i Międzynarodowe Korporacje. Bo jestem Taki Biedny i jestem Taki Chory.
Paradoks polega na tym, że za słuszną walką z A.C.T.A. kryje się motywacja: "żebym miał, ale nie musiał płacić".
Cóż, wychodzi na to, że i złodzieje potrafią czasem stanąć w słusznej sprawie.
Nawet, jeżeli nieświadomie.
Taki dziwny jest ten świat!
| 59. | D_Grabarczyk (2012-01-26) |
| Oto i niestety, dziś muszę przyznać że myliłem się co do mojego podejścia: Lepszy Tusk niż Kaczyński. Poza tym może wszyscy zobaczą że nasz ustrój polityczny to nie Demokracja (system dominowany przez debili) lecz Plutokracja (system korporacji)! |
| 58. | Martin (2012-01-25) |
| Dobrze Ewa gada! |
| 57. | Grabix (2012-01-25) |
|
„Europoseł Marek Migalski przyznał na swoim blogu, że nawet nie wiedział, że głosował za ACTA. "Czy wiedziałem, za czym głosuję? Nie. Czy zawsze wiem, za czym głosuję? Rzadko" - przyznał europoseł. - Dla mnie jest rzeczą przerażającą, że ktokolwiek może głosując nad czymś jako poseł, jako swoje usprawiedliwienie mówić: "bo mi kolega tak powiedział, że to jest dobre". O Boże... To można popełnić harakiri zawodowe w takim momencie - komentowała w TOK FM prof. Ewa Łętowska.” z www.tokfm.pl |
| 56. | Martin (2012-01-25) |
|
Piotr rzekł: "jak dla mnie niebezpieczenstwo polega na tym, ze mozna bedzie prewencyjnie zamknac praktycznie dowolny serwis internetowy pod pretekstem ochrony praw autorskich". Słusznie, Piotr. To jest problem. Jest. A nie: będzie. Bo takie prawo już obowiązuje. Więc co w końcu: protestujemy przeciwko temu, że mamy złe prawo, czy przeciwko temu, że ACTA nam będzie przypominać, że mamy złe prawo? |
| 55. | pawelooss (2012-01-25) |
| @Piotr, coś jak tu: www.youtube.com :D |
[wpis usunięty przez ACTA]
[wpis usunięty przez ACTA]
| 7. | TadeuszR (2012-01-25) |
| [komentarz usunięty przez ACTA] |
| 6. | TeTeM (2012-01-23) |
| Ale każda ratyfikowana umowa miedzynarodowa ma status ustawy. A nawet troche wyzszy, bo nowe ustawy musza byc z nia zgodne (nie moga wprowadzac do niej zadnych zmian). Wiec z perspektywy polskiego prawa, ACTA bedzie w rzeczywistosci ustawa. Wiec to nie bylo bardzo nieprecyzyjne ;) |
| 5. | Loony (2012-01-22) |
| Advanced Communications Testing Applications do piachu!!! |
| 4. | aligator (2012-01-22) |
| /.../-.-/..-/.-./.--/-.--/.../-.--/-./-.--/ |
| 3. | Łukasz (2012-01-22) |
|
yye serio już ACTA ingeruje? oO ...że ten wpis usunięty Czekam Martin na Twoje zdanie w sprawie cenzury |
Ten tytuł jest ironiczny, oczywiście.
Tak samo jak sam pomysł.
Wpadłem na niego kiedy kontemplowałem smutny fakt, że chciałbym sobie coś prenumerować, a nie mam co. Chciałbym coś - tak sobie dumałem - co nie jest ani o biznesie, ani o polityce, ani nie jest fantastyką. Ja bym chciał coś bardziej... sarkastycznego.
Jakiś czas temu trafił w moje ręce "Traktorzysta Pszczyński". Jest to gazeta typu "zrób to sam" - bierze i drukujesz sobie sam. Podoba mi się. Luźna jest.
Ale ma tę wadę, że piszący tam naczelny jest fajny, a reszta to ludzie po szkołach. Znaczy: piszą wszystko tak, jakby to miało być na ocenę...
Ten tytuł jest ironiczny, oczywiście.
Tak samo jak sam pomysł.
Wpadłem na niego kiedy kontemplowałem smutny fakt, że chciałbym sobie coś prenumerować, a nie mam co. Chciałbym coś - tak sobie dumałem - co nie jest ani o biznesie, ani o polityce, ani nie jest fantastyką. Ja bym chciał coś bardziej... sarkastycznego.
Jakiś czas temu trafił w moje ręce "Traktorzysta Pszczyński". Jest to gazeta typu "zrób to sam" - bierze i drukujesz sobie sam. Podoba mi się. Luźna jest.
Ale ma tę wadę, że piszący tam naczelny jest fajny, a reszta to ludzie po szkołach. Znaczy: piszą wszystko tak, jakby to miało być na ocenę. A ja ocen nie wystawiam - ja ewentualnie mogę wzruszyć ramionami ze znudzoną miną i wyrzucić to, co wydrukowałem, do kosza.
Tak czy inaczej, marzył mi się taki sarkastycznik comiesięczny... Nawet malutki. Nawet taki dla jaj. Choćby nawet jedna historyjka na miesiąc. Fajnie by było. Byłby klimat.
A tak a propos jednej historyjki - znalazłem w sieci przedsięwzięcie pod tytułem "One Story". Polega to na tym, że za $2.99 raz na miesiąc dostajesz w swoim Kindle jedno, oryginalne, wybrane opowiadanie. Jedno na miesiąc. Za każdym razem innego autora.
Fajne.
Ale dalej zbyt poważne.
Pomyślałem więc: "what the hell, a sam coś spróbuję", i wymyśliłem pomysł taki: a zrobię miesięcznik sarkastyczny.
I - uwaga, będzie zaskoczenie - nie będzie go w internecie. Będzie na starym dobrym, papierze. W formie książeczki. Z przepiękną zszywką z prawdziwej polskiej stali w środku. I w środku będzie pełno sarkazmu, ironii, luzu i rozzłośliwionej wesołości.
A potem zacząłem sprawdzać czy to się w ogóle da zrobić.
Okazało się, że się da. Sprawdziłem.
Pozostało jeszcze zrobić stronę, gdzie człowiek może sobie takie malutkie mini-pisemko zaprenumerować, i powiedzieć wszystkim, że hej, weźcie i dajcie 7 złotych, a ja wam raz w miesiącu przyślę sympatyczną, papierową mini-gazetkę z czymś ironicznym w środku. W sam raz do czytania na kiblu śnieżną zimą.
No to zrobiłem stronę i właśnie wam mówię.
Pomyślcie: jakie by musi być niesamowite uczucie, wyjąć raz ze skrzynki na listy coś innego niż reklamy wołowiny, ogłoszenie z pizzerii, informację o zniżce na meble w Ikei i rachunek za telefon. Prawdziwy list!
Tak mnie ta wizja rozczuliła, że wymyśliłem "Ironizatora" - miesięcznik do czytania w WC!
I teraz, wam, najodważniejszym z odważnych, proponuję prenumeratę pierwszego, historycznego numeru Ironizatora. Którego jeszcze nikt nie widział. Nawet ja.
I to jest właśnie nowy, dziki pomysł barona Martina Lechowicza na rok 2012!
I co o tym sądzicie?
| 20. | Adam (2012-01-22) |
|
To się nadaje na cytat dnia: "To nie atak hakerów, tylko wynik ogromnego zainteresowania stronami premiera i sejmu" - Tusk podczas ataku DDoS grupy Anonymous na strony rządu :) wiadomosci.wp.pl |
| 19. | MJ (2012-01-21) |
| To całe ACTA cofa ten zasrany kraj do komuny. Zaraz będziemy mieli średniowiecze. |
| 18. | Martin (2012-01-21) |
| Zapraszam na audycję o tym w poniedziałek w radiu KonteStacja. O 21. Na żywo. Też będę. |
| 17. | Pedobear (2012-01-21) |
| Wszystko super, ekstra fajnie podobają mnie się twoje pomysły. Tylko Martinie mam pytanie. Czy wiesz może coś na temat ACTA ? i czy mógłbyś coś o tym napisać ? |
| 16. | Waldek (2012-01-20) |
|
@Martin , haha rozwaliło mnie to :) Nawet krótka odpowiedź w komentarzu a można się pośmiać :) |
Jak donosi "Kurier Lubelski" i "Dziennik Wschodni", w czwartek 12 stycznia 2012 lubelscy policjanci sprawili, że czujemy się znów bezpieczniej. Weszli mianowicie do Padbaru, i zabezpieczyli konsole do gier i płyty.
Pisząc "zabezpieczyli" mam oczywiście na myśli, że ukradli.
A teraz po kolei. O co chodzi?
Chodzi o to, że ktoś kiedyś miał pomysł, żeby stworzyć pub, w którym będzie można grać za darmo w gry, a przy okazji wypić sobie piwo, wino czy inną truciznę. I - co się rzadko w Polsce zdarza - pomysł ten zrealizował. I tak powstał Padbar - jedyne takie miejsce w Polsce.
Od niedawna mieszkam w Lublinie i tak się akurat zdarzyło, że bywałem w Padbarze...
Jak donosi "Kurier Lubelski" i "Dziennik Wschodni", w czwartek 12 stycznia 2012 lubelscy policjanci sprawili, że czujemy się znów bezpieczniej. Weszli mianowicie do Padbaru, i zabezpieczyli konsole do gier i płyty.
Pisząc "zabezpieczyli" mam oczywiście na myśli, że ukradli.
A teraz po kolei. O co chodzi?
Chodzi o to, że ktoś kiedyś miał pomysł, żeby stworzyć pub, w którym będzie można grać za darmo w gry, a przy okazji wypić sobie piwo, wino czy inną truciznę. I - co się rzadko w Polsce zdarza - pomysł ten zrealizował. I tak powstał Padbar - jedyne takie miejsce w Polsce.
Od niedawna mieszkam w Lublinie i tak się akurat zdarzyło, że bywałem w Padbarze. Niejeden raz. Ba - spędziłem tam nawet Sylwestra! Miałem zamiar napisać coś o tym miejscu, bo inicjatywa świetna, pomysł oryginalny, wykonanie niezłe, a klientów pełno. Trzeba zachęcać do takich inicjatyw.
Teraz chyba powinienem raczej zniechęcać, bo właśnie przyszła tam policja, i wszystko zabrała.
Ale dlaczego? - zapytasz. - Dlaczego, do jasnej cholery?
Nie wiesz dlaczego? Widać cię dawno w kraju nie było. Bo mogła!
"Kurier Lubelski" donosi (o, to bardzo dobre słowo: "donosi"), iż "mundurowi stwierdzili, że łamane jest prawo autorskie". Otóż nie wiem czy idiotą jest dziennikarz, który to pisał czy też opisani przez niego policjanci (obie możliwości równie prawdopodobne), ale w polskim systemie prawnym o tym, czy prawo autorskie jest łamane czy też nie, orzekają sądy!
To są sprawy trochę trudniejsze do rozstrzygnięcia niż sprawa kopania staruszki przez pijanego sadystę na ulicy. Od rozstrzygania takich spraw są sądy, nie policja!
Policja w tym przypadku stwierdziła jednak, że wyroku sądu nie potrzebuje, bo wie sama, że w gry w Padbarze grać nie wolno. Zabrała więc od razu gry i konsole, bo co będzie czekać na wyroki sądów. Bez sądu też wiadomo, że Padbar naruszał prawo autorskie. Czyje? Producentów gier, ma się rozumieć.
Tyle, że producenci gier nie złożyli pozwu przeciwko Padbarowi. Nie oskarżają o nic. Nie zgłaszają żadnych pretensji. W ogóle nic do niego nie mają. Dlaczego?
Otóż dlatego, że Padbar w niczym im nie przeszkadzał. Właściciel knajpki prowadził wcześniej rozmowy z dystrybutorami gier i nikt nie robił problemów. Wszyscy się pięknie dogadali - jak rzadko w Polsce. Wydawcy gier nie tylko więc wiedzieli dobrze o graniu w Padbarze, nie tylko nie mieli nic przeciwko temu, ale jeszcze sami im te gry przysłali!
"Śledczy ustalili, że firma nie otrzymała praw do publicznego odtwarzania gier" - pisze "Dziennik Wschodni", który, sądząc po wydźwieku artykułu, najwyraźniej postanowił zostać rzecznikiem lubelskiej policji.
Mnie osobiście bardzo interesuje, jak ci śledczy to w praktyce ustalali. Jak znam życie, "ustalanie" polegało na przeczytaniu anonimowego donosu od jakiegoś zatroskanego obywatela, czyli po prostu zwykłego skur**syna podpisanego pseudonimem "Życzliwy", i wysłaniu profilaktycznie ekipy, żeby zabrała konsole, gry i wszystko co się nawinie pod rękę, a to wszystko w celu podniesienia statystyk skuteczności lubelskiej policji gospodarczej. Ciekawe czy bardzo się mylę.
Tymczasem, skoro same zainteresowane firmy słowem nie pisnęły, że naruszono ich prawa, skoro wiedziały o Padbarze i gry sami im przysyłali, to chyba domniemywać by raczej należało, że nie ma podstaw do interwencji. A gdyby nawet były, to czy nie jest to sprawa pomiędzy Padbarem a właścicielem gry? Czy też może firma Sony lub Microsoft jest aż tak nieporadna, że życzliwi policjanci, tknięci litością, muszą sami zadbać o interesy wielkich korporacji, bo wszak wiedzą najlepiej jak się prowadzi duży biznes?
Nie sądzę.
Kto więc wołał policję?
Nikt! Zupełnie nikt. Nikt nie był zainteresowany. Nikt nie był poszkodowany. Nikomu to nie przeszkadzało, że ludzie grali sobie w Padbarze za darmo (a nie za piwo, jak pisze leniwy dziennikarzyna z "Kuriera"). Nikt nie skorzystał na tym, że gier już nie ma. Nikt nie jest zadowolony i nikt policji nie dziękuje. No, chyba, że wyżej wymioniony życzliwy skur**syn.
Nikt ich więc nie wołał i nikt ich nie zapraszał.
Ale Policja jest jak sraczka - przychodzi sama, nikt jej nie chce i zostawia po sobie pustkę.
Podobno policjanci chcą naszego szacunku. Chcą, żeby docenić ich pracę. I chcą podwyżek, przy okazji.
Ci z Lublina ode mnie na pewno nie dostaną żadnej z tych rzeczy. Bo nie chronią moich interesów. Nie chronią nawet interesów producentów gier. Oni nie chronią już w ogóle niczego i nikogo. Postępują głupio, niepotrzebnie i do tego bezprawnie, bo uzurpują sobie władzę zarezerwowaną dla sądów, korzystając z tego, że żaden z nich za nic nie odpowiada. Właściciel Padbaru, jeżeli zrobi błąd, traci własne pieniądze. Policjant, jeżeli zrobi błąd, nie traci nic. W najgorszym przypadku, odszkodowanie zapłacą podatnicy - czyli my.
To co się będą przejmować? Lepiej iść i kogoś zamknąć. Przynajmniej widać będzie, że coś robią!
Nie, panowie milicja, na szacunek to trzeba sobie zasłużyć. A nie wymuszać go przemocą. Tym się między innymi różni policja od milicji: ci pierwsi służą ludziom, którzy ich za to szanują. Ci drudzy służą Państwu i nie odpowiadają za nic. I ludzie ich za to traktują dokładnie tak, jak powinni: porównują ich do sraczki.
Gdyby policja w Lublinie faktycznie była w służbie społeczeństwa, a nie była jedynie organem przemocy, to odpowiadaliby przed nami, a nie przed Państwem. I wtedy ocena policjantów, którzy likwidują ludziom miejsce zabawy, mimo, że nikomu się żadna krzywda nie dzieje, należałaby do nas.
Co byśmy zrobili z policjantami, którzy zamiast się zająć czymś, co przynosi ogółowi pożytek, zdecydowały o nalocie na Padbar? No co?
Co więc możemy zrobić? Coś-tam zawsze możemy.
Przede wszystkim, możemy o tym mówić głośno. Żeby nikt nie miał wątpliwości, jaka naprawdę jest rola policji w Polsce. Ludzie nie powinni mieć złudzeń - bo jutro policja może wpaść do ich domu czy firmy. Wpadnie, bo może. Wpadnie, bo czemu nie? A potem jakaś parodia dziennikarza opisze w lokalnej gazecie, że dzielni policjanci dokonali zakończonej powodzeniem interwencji u kolejnego przestępcy.
A po drugie, możemy robić dokładnie to, co robiliśmy w PRL-u: trzymać się razem. Policję traktować tak samo jak traktowaliśmy milicję: jak organizację stosującą przemoc bez żadnej za to odpowiedzialności. Jak kogoś, kto nie jest po naszej stronie. Brutalniej mówiąc: jak bandytów w mundurach na służbie Państwa, które służy samo sobie - nie nam.
Czasem, racja, mogą nam ci ludzie pomóc. Bywa. Ale to albo na zasadzie wyjątku albo przez przypadek i przy okazji. Bo przecież ich rolą wcale nie jest nam pomagać. Ich rolą jest po prostu wykonywać przepisy i polecenia z góry. A to, czy to komuś się przyda czy też zaszkodzi - to już nie jest ich sprawa.
Nie pomagajcie policji. Ona nam nie pomaga.
W sprawie Padbar kontra Policja, werdykt jest więc jasny.
Z kolei w sprawie Padbar kontra Producenci Gier, werdykt wydać powinien sąd. To znaczy: wydałby, gdyby w ogóle jakaś sprawa była. Ale sprawy nie ma, bo nikt nikogo o nic nie oskarżał.
A dla mnie efekt końcowy tego wszystkigo jest taki, że znowu nie mam gdzie grać.
Nic to. Poczekamy. Jak już policja wypłaci odszkodowanie za straty, to znów do grania wrócimy. Osobiście wypiję piwo w Padbarze utrzymywanym przez policję, wznosząc toast o treści: "Chwała Wam Dzielni Policjanci!"
A póki co, można w Padbarze zagrać w chińczyka. Albo w szachy.
No, chyba, że tym razem policja uzna to za hazard.

| 34. | Aleksy (2012-01-27) |
|
U nas prawo nie nadaża za zmianami, ale Policja owszem... Pozostaje życzyć wysokiego odszkodowania właścicielowi Padbaru. |
| 33. | dorota (2012-01-18) |
|
no a jak! w razie, jakby się ktoś szarpał, to odszkodowanie zapłaci państwo, a żaden policjant ukarany nie będzie. Z grami z padbaru pewnie podobnie będzie... przy tylu płytkach, jak kilka zaginie, to się powie, że to "błąd w sztuce"... |
| 32. | Marcin (2012-01-18) |
|
Dzieci policjantów też chcą mieć fajne zabawki policyjny.blox.pl |
| 31. | dorota (2012-01-18) |
| ej, wyrzucono już cokemana (po raz enty) z kontestacji? przydałoby się, dzieciak jest niereformowalny... |
| 30. | TUL (2012-01-18) |
|
Mnie nawet podwozili ostatnio gliniarze jak szpitala szukałem i nie wiedziałem gdzie. Są Policjanci i są Psy, tak to dzielę. |

Kto ja jestem
Teksty
Piosenki
Ale dlaczego?





